niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 5

11.11.2018 
Dalila
-Pewnie nie lubisz swojej pracy w tym aspekcie.- Powiedział. 
-Jakim aspekcie?- Zapytałam zaciekawiona. 
-Musisz jeść kolacje z obcym, nudnym kierowcą F1 i pozować do zdjęć, a potem wstawiać je na własne konta społecznościowe. - Powiedział Rosberg. 
- Od kiedy kierowca F1 może być nudny, a wstawianie fotek do sieci nudne? Rzeczywiście biedna ja.- Zironizowałam. 
-Nie łap mnie za słówka. Chodzi o to, że siedzisz tutaj i nie możesz pogadać na tematy, które rzeczywiście Cię interesują, a pewnie jak wrócisz do domu to Twój chłopak zrobi Ci awanturę o tę kolacje między jakimś pokazem, a sesją zdjęciową. 
-Ahh.... W twoim świecie muszę mieć serio trudne życie i nie lubić swojej pracy, a prawda jest taka, że lubię takie kolacje, bo mogę spotkać nowych ludzi i się czegoś dowiedzieć. Chłopak też nie zrobi mi awantury, bo go nie mam. Moje życie jest nudne i mam ochotę być na tej sponsorskiej kolacji.- Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę. -Wyglądasz młodo. Jesteś modelką, Nie wierze ,że nie korzystasz z uroków nocnego życia w tym zawodzie. 
-Okay, mam tylko 23 lata, ale nigdy nie chciałam być modelką ani mieć takiego życia. Po prostu dostałam szansę bycia modelką, gdy bardzo potrzebowałam wyjścia awaryjnego i dlatego z tego skorzystałam i jestem tu gdzie jestem. Uczę się nowych rzeczy, ale nie takie było moje założenie i nie przywykłam do "nocnego" życia cokolwiek to dla Ciebie znaczy. 
- Ja zawsze wiedziałem, że będę kierowcą formuły jeden. Mój tata to robił, ja ścigam się od małego i to kocham, Chociaż moja była żona mniej to uwielbiała. Ciągle powtarzała, że życie ze mną jest jak wyścig F1 szybko i ciągle to samo. 
-Jak tak słucham o byłych żonach, rozwodach i innych tego typu rzeczach to mi dziwnie. 
-Bo jesteś młoda. Żyjesz marzeniami, czekasz na księcia. 
Książę spierdolił, albo właściwie to ja spierdoliłam od księcia, bo książę był...- Nico nie dał dokończyć mi nawet myśli
-Dlatego nie warto czekać na idealnych ludzi, którzy nie istnieją. 
-Idealni nie, ale może bliscy ideału. - Napomknęłam. 
-Zawsze można stworzyć coś idealnego z pozoru nieidealną osobą.- Uśmiechnął się do mnie i upił wino z kieliszka.- Chociaż nie bierz sobie za bardzo do serca rad 3- krotnego rozwodnika.
-Spoko.-  Uśmiechnęłam się. - Muszę zrobić nam zdjęcie, zanim zapomnę, Obowiązki to obowiązki.- Powiedziałam wyciągając z torebki telefon. 
-Tak. Tylko otaguj sponsora i mnie oznacz. 
-To najważniejsze.- Parsknęłam i ustawiliśmy się do zdjęcia. 
3 minuty później było gotowe i krążyło po sieci.
-Chyba powinnam się zbierać. 
-Jasne, odprowadzę Cię, chyba, że mieszkasz na drugim końcu NY wtedy zadzwonię po taksówkę.
-Nie, spokojnie to tylko 2 przecznice dalej.-Powiedziałam nakładając płaszcz. 
Rozmawialiśmy tak dopóki nie znaleźliśmy się przy starym, ale klimatycznej kamienicy, w której mieszkam. 
-Chyba powinnam Cię zaprosić i gdybym była normalna to bym to zrobiła, ale czuję, że jeszcze nie mogę. 
-Spoko. W sumie na to nie liczyłem, ale miło, że o tym pomyślałaś. Obiecaj, że jeszcze jakoś się ze sobą skontaktujemy. -Przytulił się do mnie na pożegnanie. 
-Jasne.-Odpowiedziałam gdy on już odchodził po czym weszłam do budynku. 
Naprawdę chciałam, żeby coś się stało, ale ciągle przed oczami miałam Andiego, jego zmierzwione, blond włosy, błyszczące, niebieskie oczy i białe zęby, a gdzieś z tyłu ciągle kłębiła się scena naszego pierwszego pocałunku. 
-Tata Cię zmusił, żebyś przyjechała na turniej 4 skoczni, bo chciał spędzić święta z rodziną? 
-Może troszkę, ale chciałam też zobaczyć troszkę Ciebie. Chociaż wiadomo, że bardziej to mnie ojciec zmusił-Spojrzałam na niego. 
-Oh... Jestem takim szczęściarzem, że w ogóle chcesz mnie oglądać.-Położył się obok mnie. 
-Też tak myślę.-Odpowiedziałam.- Zresztą bez przesady, że chciałam to bardziej....
- Zamilcz oboje wiemy, że chciałaś.- Mruknął mi gdzieś nad uchem. 
-Ty też chciałeś. Siłą Cię przy sobie nie trzymam. To raczej ty mnie gnieciesz.
-Leżysz na moim łóżku.- Powiedział nie zmieniając pozycji. 
-Tak serio to powinnam iść już do Siebie. 
-Eeee...Zostań. Twój tata i tak mnie nie lubi. Nawet jak wrócisz wcześniej to nic się nie zmieni w stosunku do mnie. 
-Nie,że Cię nie lubi Andi...
-Tak on mnie nie znosi. Pokazuje to wszystkim na każdym kroku. Nawet postronne osoby to zauważają. Ostatnio nawet Fettner zaczął o tym mówić. 
-W każdym razie muszę iść, żeby Cię jeszcze bardziej nie znielubił. Dobrze?
-Odprowadzę Cię.- Odpowiedział  i wstał z łóżka. 
-To tylko dwa piętra niżej. 
-Ale chcę. Zresztą nie zobaczymy się już w tym roku? 
-Raczej nie zostało tylko pięć godzin.- Powiedziałam i już chciałam naciskać klamkę, gdy nagle Andi mi to uniemożliwił. 
-To poczekaj. Muszę coś zrobić.- Mruknął, a ja stałam jak słup soli, gdy jego usta były na moich i tak cudownie całowały po raz pierwszy. 
Choć miałam w planach wrócić szybko do swojego pokoju, wróciłam koło 22 gdy Marinus przyszedł  z kolacji, bo mieliśmy tyle spraw do obgadania. 
Wtedy Andi olał zespół, a ja własną rodzinę i musieliśmy nieźle się tłumaczyć następnego dnia.
I choć cholera tak bardzo bym chciała to nie umiem zacząć od nowa, bo ten pieprzony szwabski alvaro ciągle mi w głowie. 

Andi
-Wreszcie znalazłeś dla mnie czas.
-Wiem, że trochę to trwało, ale staram się prowadzić znowu dorosłe życie,  tak jak wtedy gdy byłem z Twoją siostrą tylko, że z lepszym skutkiem. - Usadowiłem się przy stoliku w jednej z zakopiańskich karczm.
-To jak Ci idzie?- Zapytał z grzeczności.  
-To wszystko jest takie zjebane. Jest tego tak dużo. Nawet tego rudego sierściucha staram się już regularnie karmić, a on i tak ciągle miauczy i plącze się pod nogami. Nawet z żadną już od dwóch tygodni nie spałem, bo nie chcę z żadną być, nie chcę być też męską dziwką, ani nawet wykorzystywać tych panienek co równa się z brakiem seksu, jeśli chcesz być odpowiedzialnym dorosłym mężczyzną. Czyli w wielkim skrócie jest słabo.
-Twoje życie jest naprawdę ciężkie, ale myślę, że w sumie nic tu po Tobie.
- Ej dzieciaku jak to? Miesiąc suszyłeś mi dupę żebym do Polski na dwa dni zawitał, a jak jestem to mówisz, że w sumie to już nie ważne. Nie bawię się tak.
-Plany się zmieniły, źle coś zinterpretowałem.  Ostatnio jak była tu Dali to oboje zachowywaliście się jak w jakiejś bajce typu ''zakochany kundel'', ale skoro  mówisz, że nie chcesz z żadną być to nawet nowe informacje, których jestem przypadkowym posiadaczem Ci się nie przydadzą.
-Jakie to informacje? Coś o Dalili?
-O tamtej aferze. Powiedzmy, że przypadkowo usłyszałem.- Zaczął Aaron, a mi już się nie chciało wierzyć w to co powie, bo Dali często uprzedzała mnie o jego nieudolnych próbach podsłuchiwania.
-Stop. Nie wiem czy informacje od Ciebie są pewne, a ja nie chcę robić sobie nadziei i przechodzić to wszystko od nowa.
-Ale  Wellinger do cholery! Tego jestem na 100 procent pewien, zresztą tu chodzi o szczęście mojej siostry, a nie prezenty gwiazdkowe. Nie dałbym Ci niepewnych informacji. - Powiedział dosadnie.
-Dobra załóżmy, że masz prawdziwe informacje.
-Ja mam prawdziwe informacje!- Niemal krzyknął.
Tak upór w rodzinnie Kruczków był niewątpliwie cechą  dominującą. Dalila była uparta jak osioł odkąd ją poznałem, Ojciec Dalili uparcie zamienia nadal moje życie w piekło,a Aaron przechodzi chyba już wszelkie pojęcie.
-Ale obawiam się, że to nic nie zmieni, a ja nie chcę znowu myśleć jak porządnie zjebałem.
W tej chwili przed moimi oczami zaczął pojawiać się obraz jej smutnych oczu, łez spływających po policzkach i tego jak oznajmia, że jestem perfidnym gnojem i tak bardzo mnie nienawidzi, a ja znowu mam złamane serce.
-Nie mogę tego przechodzić od nowa, nie chcę żeby ona przechodziła to od nowa.
-Czy ty mi najpierw dasz coś do kurwy nędzy powiedzieć, a nie grasz super bohatera gdy tego nie potrzeba?- Zapytał będąc cholernie zły.
Nigdy nie widziałem go w takim stanie.
-Dobra zamykam się mów.- Pokornieje.
-Wybacz, ale jak sprawa jest poważna to się denerwuję. - Mówi upijając ze szklanki wodę, a potem znowu wraca pogodny Aaron- A gdym Ci powiedział, że tamta noc to była tylko iluzja?
-Stary to się wydarzyło naprawdę. Czegoś takiego nie można nazwać iluzją.
-Ale szkopuł w tym Andi, że ty niczego nie zrobiłeś, to była mistyfikacja i kolejna intryga.
-Co ty gadasz?
-Bo to wszystko to był jeden wielki plan i albo potrzebujemy dowodów, albo Dalila zaufa Ci jeśli powiesz jej samą historię.
-Dowodów potrzebujemy na pewno. Sam chcę wiedzieć, że będę mówić jej prawdę. Zresztą co historia?
-Bo w to wszystko zamieszani byli....- Zaczął Aaron ,a ja z każdym kolejnym jego słowem nie mogłem uwierzyć w to co mówi.

Wtedy pojawiła się taka pieprzona iskierka nadziei, że nie wszystko jeszcze stracone, a ona znowu może kiedyś leżeć koło mnie i pachnieć perfumami Giorgio Armaniego, albo swoim ulubionym żelem do kąpieli z Bath&Body Works.


Nawet nie chcę liczyć ile sobót ominęłam. wiem,że w tekście są błędy,ale spieszyłam się, żeby to dodać. Jest tu jeszcze ktoś kto chce to czytać? 

Obserwatorzy